2009-10-14
Zostań recenzentem! - Już pierwsze nadesłane recenzje
Jeżeli interesujesz się kulturą i sztuką, masz dobre pióro i marzysz o tym, by zostać dziennikarzem, spróbuj swoich sił u nas. Przyjdź na spektakl Opery Śląskiej, a potem napisz recenzję. Ciekawi nas właśnie Twoja opinia. Najciekawsze recenzje mają szansę na publikacje w naszym nowopowstającym wydawnictwie! To Twoja szansa na debiut. Czekamy na teksty, maksymalnie do dwóch kartek A-4 znormalizowanego tekstu.
Można je nadsyłać mailem (konkurs@opera-slaska.pl) lub składać w Dziale Imprez i Reklamy Opery Śląskiej w Bytomiu (ul. Moniuszki 21/23; opera@opera-slaska.pl). Do wspólnej zabawy zapraszamy uczniów gimnazjów i szkół średnich.
Zgłoś swoje przybycie pod nr tel. 032 3966808, 032 3966853 do organizacji widowni Opery, a otrzymasz akredytację i wejściówkę na konkretne miejsce za symboliczne 1 zł. Ilość miejsc na spektakl jest ograniczona.
ZAPRASZAMY!
GIACOMO PUCCINI „CYGANERIA” Cztery fragmenty z życia francuskiej bohemy. Baśniowa miłość, z Paryżem w tle; grupa przyjaciół mieszkających na poddaszu, w biedzie; dramatyczne uczucie poety Rudolfa (Patrycy Hauke) oraz Mimi, pięknej hafciarki (Aleksandra Stokłosa), śpiewającej sopranem zapierającym dech w piersi. Jakby nie dość - romans Musetty (kokieteryjna Svietlana Kaliczenko) z Marcellem (Włodzimierz Skalski). Pełen scen zazdrości utrzymuje widza w pełnym napięcia oczekiwaniu. I ta fantastyczna muzyka, która bierze Twoje serce i duszę w niepodzielne władanie! Sugestywna i przepiękna scenografia oddaje nastrój zimowej paryskiej ulicy; dreszcz zimna i gorączka namiętności wstrząsają widzem. Nastrój sielanki, a jednak przeczuwasz zbliżający się dramat. Orkiestra i Chór Opery Śląskiej pod dyrekcja Tadeusza Sarafina dają prawdziwy popis. „Cyganeria” wystawiana na deskach Opery Śląskiej w Bytomiu to przedstawienie na europejskim poziomie, zaspokoi oczekiwania każdego melomana.
Anna Malcharek - Zespół Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Bytomiu
GIACOMO PUCCINI „CYGANERIA” Dziewiątego listopada w Operze Śląskiej w Bytomiu, po blisko 30 latach, została wystawiona po raz 46. „Cyganeria”, opera w czterech aktach napisana przez Giacomo Pucciniego. Spektakl ten wywarł ogromne wrażenie nie tylko na widzach, krytykach, ale również na mnie – początkującej recenzentce. Ponadto opera ta dostarczyła widzom niecodziennych przeżyć, których nie doświadczamy, oglądając telewizję lub będąc w kinie. Dlaczego warto wybrać właśnie tę operę? To bardzo proste pytanie, a argumentów jest naprawdę dużo. Zacznę od scenografii, którą jestem zachwycona. Zawsze uważałam, że to ona jest najważniejsza i w teatrze, i w operze. Dzięki niej jesteśmy w stanie zauważyć wszystko to, co autor starał się nam przekazać. Nie musimy wysilać wyobraźni, aby wiedzieć, kiedy i gdzie toczy się akcja. Warto również zwrócić uwagę na ruch sceniczny, innymi słowy choreografię. Aktorzy świetnie i bardzo realnie przekazywali swoje emocje. Na scenie poruszali się swobodnie i pewnie. Oczywiście nie mogłabym pominąć ich kostiumów, które były dopasowane do czasu oraz tego, kim byli aktorzy. Akurat w tym przedstawieniu ogromną rolę pełniło światło, które powoli zanikało. Miało to oczywiście pokazać pory dnia. Akcja utworu toczy się w Paryżu. Jest to historia o miłości, przyjaźni oraz przeciwieństwach losu, które są w stanie zniszczyć wszystko, co piękne. Główni bohaterzy są artystami. Rudolf, grany przez Adama Sobierajskiego, jest poetą, a jego przyjaciel Marcelo, w którego rolę wcielił się Rafał Songan, malarzem. Bohaterzy może nie należą do najbogatszych, ale są szczęśliwi, a ich życie staje się jeszcze szczęśliwsze, gdy poznają swoje bratnie dusze. Niestety jeden z bohaterów zostaje rozdzielony ze swoją ukochaną. Opera to teatr śpiewany. Każdy śpiewak operowy ma inny rodzaj głosu. W tym przedstawieniu przeważa sopran. Jest to najwyższy głos żeński. Iwona Socha, czyli Mimi oraz Musetta, grana przez Ewelinę Szybilską, operują właśnie tym rodzajem głosu. Natomiast najwyższym głosem męskim, czyli tenorem jest Adam Sobierajski. Oczywiście w tej operze występują jeszcze takie rodzaje głosu jak bas i baryton, którym śpiewa Rafał Songan. Ze wstydem przyznaję się, że był to mój pierwszy wyjazd do opery. Pomimo moich obaw co do tego, czy spodoba mi się ta forma sztuki, było naprawdę wspaniale. Pomimo tego, iż artyści śpiewali w oryginalnym języku czyli po włosku, cieszę się, że pierwszą operą, na którą się wybrałam, była właśnie „Cyganeria”. Wspaniałe przeżycia to nie wszystko czego oczekiwałam i dostałam podczas tego przedstawienia. Z przyjemnością obejrzałabym jeszcze raz „Cyganerię”. Cóż, może następnym razem uda mi się obejrzeć i usłyszeć ją w polskiej wersji.
Julia Torchalska
STANISŁAW MONIUSZKO „STRASZNY DWÓR” Niewiele jest w moim życiu spraw, którym poświęcam zdrętwiały kark i obolały kręgosłup. Nie należy do nich najnowszy thriller z nominacją do Oscara, nie należą rozgrywki kobiet w siatkówce o 4 nad ranem. Są jednak wydarzenia tak podniosłe, tak zabawne, czy tak wzruszające, że siedzę przykuta do fotela przez kilka godzin. Ostatnio przytrafił mi się ten stan podczas ,, Strasznego dworu '' wystawianego w bytomskiej Operze Śląskiej. Siedziałam jak zaczarowana I gdyby nie to, że nie potrafię śpiewać barytonem, byłabym się przyłączyła do Stefana czy Zbigniewa. Czy to możliwe, że opera skomponowana przez Moniuszkę około 150 lat temu potrafi wzbudzić we współczesnym człowieku tyle emocji? A może to zasługa reżysera, scenografa, aktorów i tancerzy bytomskiej opery Obserwowałam przez chwilę ludzi. Na wszystkich twarzach wyraz skupienia, zaciekawienia, i choć pewnie większość z nich widziała ,,Straszny dwór'' nie po raz pierwszy, widać było, że przeżywają spektakl całym swoim ciałem i duszą: że przejmują sie losem bohaterów i zastanawiają się , co się dalej z nimi stanie. Ten rodzaj ekscytacji można zaobserwować u widzów z wyrobionym gustem, u osób, dla których opera to wypoczynek, rozrywka, ale i sposób na przeżycie czegoś pięknego Przyznam szczerze, że sens kilku scen mi umknął. Wyczekiwałam na pojawienie się na scenie Anny Noworzyn (grającej Hannę ), której niesamowitym talentem wokalnym, dziewczęcą urodą, lekkością gry zachwyciłam się już na początku. Nie wiem, czy warkocze, które miała były naturalne, ale nosiła je z tak wdzięcznie, że każde spojrzenie na nią wzbudzało zazdrość. Dużą przyjemność sprawiało także oglądanie Bogdana Desonia w roli Damazego, który wywoływał na widowni śmiech i nadawał całej operze naturalny i ludzki wymiar. Podziwiać można było także wyczyny baletu Opery Śląskiej: mazur w ich wykonaniu ożywił publiczność , i chyba każdy z oglądających chciałby w tym momencie hulać przed XIX wieczną chatą. We mnie osobiście ,,Straszny dwór’’ wzbudził chęć bycia chłopką wyszywającą wieczorami i wróżącą w Wigilię Nowego Roku. Wystawienie po raz 192. ,,Strasznego dworu’’ przez Operę Śląską połączone było z obchodami 35-lecia pracy artystycznej barytona, Marka Ziemniewicza – artysty wszechstronnego, który w tym dniu wcielił się w rolę miecznika. Jedynym mankamentem całego wydarzenia był pan, który siedział dwa fotele ode mnie i nie krępował się ściągnąć butów, pokazując wszem i wobec swoje granatowe skarpetki. Smacznie mlaskał czekoladę ze swoją żoną i głośno komentował, ile czasu pozostało do końca. No cóż. W tym wypadku nie można powiedzieć, że jaka opera, taki widz.
Magdalena Krupa Gimnazjum nr 3 w Tarnowskich Górach klasa 3A
Powrót do strony głównej |